Ćwiczenie mózgu, które opóźnia chorobę Alzheimera

Ćwiczenie mózgu, które opóźnia chorobę Alzheimera

Wielokrotnie powtarzane badania naukowe potwierdzają, że znajomość przynajmniej jednego języka obcego i sprawne, regularne się nim posługiwanie jest nie tylko wielką zaletą przy szukaniu pracy oraz przydatne w podróżowaniu. Od lat wiadomo, iż ma to także dobry wpływ na zdrowie.

Dr Laura-Ann Petitto, neurolog kognitywny z Hong Kongu, sugeruje, że dzieci dwujęzyczne, wychowane w rodzinach międzynarodowych, mają lepsze stopnie w szkole. Nie ma też żadnych wątpliwości co do korzystnego wpływu często przeskakiwania między dwoma językami dla mózgu.

Wielojęzyczność to mniejsze ryzyko wystąpienia starczej demencji

Eksperci są zdania, że znajomość języków obcych dobrze wpływa na pracę układu nerwowego w miarę, jak się starzejemy, opóźniając o osoby dwujęzycznej wystąpienie objawów powiązanych z chorobą Alzheimera.

Dzieci wiedzą lepiej – i bardziej korzystają

Najlepiej, by nauka drugiego języka rozpoczęła się już na etapie budowania funkcji poznawczych i rozwoju mowy – stąd właśnie najbardziej korzystają dzieci mające członków rodziny mówiących różnymi językami. Osoby jednojęzyczne nie powinny się jednak martwić: National Academy of Sciences z USA opublikowała wyniki badań, z których wynika, że nawet w wieku dorosłym można zostać poliglotą.

Medical News Today także ma dobre wieści: badania opublikowane w czasopiśmie “Neuropsychologia” potwierdzają, że dwujęzyczność wprowadza zmiany w strukturze mózgu, czyniąc go bardziej odpornym na chorobę Alzheimera i inne zaburzenia poznawcze. 

Celem nauki dwóch języków (i więcej) jest nie tylko uzyskanie biegłości w nich, lecz – z punktu widzenia zdrowia – stymulowanie odpowiednich części mózgu.

Czy są dowody na opóźnianie objawów?

Demencja ogólnie, a w szczególności choroba Alzheimera, to bardzo złożone i nie do końca poznane schorzenia. Według badań przeprowadzonych w Rotuman Research Institute at Baycrest w Kanadzie, seniorzy, którzy są dwu- i więcej języczni, a także używali więcej niż jednego języka regularnie przez większość życia, średnio cierpią na zaburzenia pamięci rzadziej, a pierwsze objawy demencji występują u nich cztery lata później.

Niestety z wiekiem dosłownie tracimy rozum, albo precyzyjniej, tracimy neurony które tworzą mózg. Dzieje się tak w całkowicie naturalnym procesie atrofii. Rozpoczyna się on w wieku dwudziestu kilku lat, ale zauważalny staje się mniej więcej po sześćdziesiątce. Wtedy zapominanie czy poczucie zmieszania zaczyna coraz bardziej doskwierać.

Językowy trening mózgu

Częste przechodzenie z jednego języka na drugi to umysłowy odpowiednik solidnego treningu fizycznego, wymaga bowiem jednoczesnej pracy kilku ośrodków mózgowych. Jako biuro tłumaczeń znamy ten problem doskonale. Wysiłek przy tłumaczeniach symultanicznych jest tak wielki, że tłumacze zmieniają się co 20 do 30 minut.

Dochodzimy teraz do ważnej porady dla osób, które przeczytawszy niniejszy artykuł chcą rzucić się w wir nauki języków: ważna jest regularność, a nie długie sesje od okazji do okazji.

Szacuje się, że chorych na chorobę Alzheimera, dotkniętych demencją, jest obecnie na świecie 36 milionów osób. Tak prosta w czasach globalizacji metoda zapobiegania lub choćby opóźniania występowania pierwszych objawów – poprzez naukę języka obcego – może mieć wielkie znaczenie dla przyszłych pokoleń.

Naukowcy kontynuują badania nad wpływem wielojęzyczności na profilaktykę przed demencją. Jedno jest pewne: znajomość języków obcych ma same zalety i ani jednej wady! 


Czy potrzebuję tłumaczenia na język kantoński czy mandaryński?

Dzień dobry,

mój kierownik prosi o przetłumaczenie dokumentu marketingowego na język chiński, nie wiem jednak, czy chodzi o dialekt mandaryński czy kantoński, czy możecie mi pomóc rozwiązać ten problem?

Pozdrawiam, Marg

Cześć, Marg,

to istotne pytanie, pojawiające się bardzo często, ale nie martw się, pomożemy!

Przede wszystkim należy wyjaśnić, czym są oba te dialekty, ponieważ zaskakujący może być fakt, iż nie są to odrębne języki. Są raczej narzeczami jednego języka chińskiego, a różnice tkwią głównie w wymowie.

Wyobraź sobie Brytyjczyka z Londynu, którego wymowa będzie brzmiała zupełnie inaczej niż wymowa osoby wychowanej na północy Anglii, powiedzmy w Newcastle. Obaj mówią po angielsku, lecz brzmi to zupełnie inaczej.

Weźmy teraz osobę mieszkającą w Hongkongu i kogoś z centrum kraju, ze stolicy Chin, Pekinu. Osoba z Hongkongu posługuje się dialektem kantońskim, a osoba z Pekinu lub z jakiegokolwiek miejsca położonego w głębi lądu – mandaryńskim. To ten sam język, jednak brzmiący inaczej. Osoba z Hongkongu zrozumie osobę z Pekinu, jednak ich akcenty znacznie się różnią. Kluczowy jest fakt, że określenia „mandaryński” i „kantoński” dotyczą jedynie wymowy, a nie zapisu.

Dialekty mandaryński i kantoński

Ludność Hongkongu (i chińskiej prowincji Guangdong) mówi po kantońsku, natomiast ludzie z głębi kraju (i Singapuru) używają mandaryńskiego.

Gdy już wyjaśniliśmy część problemu, pomówmy o innych aspektach, które na pewno się pojawiły, a mianowicie o „chińskim uproszczonym” i „chińskim tradycyjnym”.

Ludzie często mylą te pojęcia i zakładają, że „chiński uproszczony” to to samo co mandaryński, a „chiński tradycyjny” odpowiada kantońskiemu (bądź odwrotnie), ale nie jest to prawdą. Wiemy już, że określenia „kantoński” i „mandaryński” są określeniami dialektów i dotyczą jedynie wymowy, a więc nie równają się określeniom „tradycyjny” i „uproszczony”, które dotyczą metod zapisu i określają różnice w używanych znakach alfabetu.

„Chiński tradycyjny” i „chiński uproszczony”

Jak przyzna każdy student języka chińskiego, znaki zapisu są bardzo skomplikowane, bardzo trudno jest je zapamiętać i zapisać. Są tak trudne, nawet dla rdzennych mieszkańców, że w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych ubiegłego wieku rząd wprowadził ich uproszczone wersje, by łatwiej było je zapamiętać i zapisać.

Znaki składające się na nowy, prostszy alfabet (choć jest to raczej kod zapisu, gdyż – inaczej niż w alfabecie łacińskim – jeden znak odpowiada więcej niż jednej literze, a czasem nawet całemu słowu lub pojęciu) nazywamy „chińskim uproszczonym” i jest on używany głównie przez ludzi mieszkających w głębi kraju i w Singapurze. Nie potrafili oni podążać za tradycyjnym zapisem, tak jak ludność z Hongkongu i Tajwanu, gdzie używa się wyłącznie zapisu trudniejszego, tradycyjnego. Dlatego właśnie ludność Hongkongu i Tajwanu sprawnie zapisuje i odczytuje znaki tradycyjne, podczas gdy reszta kraju i Singapur posługują się znakami uproszczonymi. Oczywiście obie te grupy ludności będą w stanie w pewnym stopniu posługiwać się obiema formami zapisu, jednak podział pozostaje wyraźny.

eśli dokument kierowany jest do Hongkongu lub na rynek tajwański, powinniście przełożyć go na tradycyjny chiński, jeśli natomiast celujecie w rynek singapurski bądź inną część Chin w głębi lądu, przetłumaczcie go na chiński uproszczony.

Mamy nadzieję, że rozwialiśmy Twoje wątpliwości, daj nam znać, jeśli będziemy mogli pomóc w czymś jeszcze!


Żebro Adama?

Żebro Adama?

Wszyscy znamy historię o tym, że pierwsza kobieta, Ewa, została stworzona z żebra pierwszego mężczyzny, Adama. Ale czy ktoś zadaje sobie pytanie, dlaczego właśnie z żebra? Odpowiedź na to pytanie jest dość zaskakująca, brzmi bowiem: bo tłumacz popełnił błąd. Nie wiedział, że hebrajskie słowo „tsela” ma dwa znaczenia: „żebro” oraz „odbicie, podobieństwo”. Czy nie brzmi o wiele ładniej i bardziej prawdopodobnie dla wierzących, że Bóg stworzył kobietę na podobieństwo mężczyzny, a nie z jego kości?

Takich błędów jest więcej. Najbardziej znany i cytowany przez nas błąd spowodował, że Mojżesz dłuta Michała Anioła ma rogi, gdyż słowo, które w istocie znaczy „promień” zostało przełożone jako „rogi” i przez to głowa tego, który wyprowadził Żydów z Egiptu, nie promienieje, lecz ma dziwaczne wypustki. Natomiast jakże często cytowane zdanie wypowiedziane przez Jezusa, że prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego, także nie jest zgodne z oryginałem. Podczas gdy część osób sądzi, że jest to przenośnia, inni uważają, iż chodzi o nawiązanie do wąskiej bramy fortecznej Jerozolimy, a prawda jest następująca: tłumacz pomylił słowo „kamelos”, czyli wielbłąd, z „kamilos”, oznaczającym linę, sznur. Prawidłowe tłumaczenie powinno zatem brzmieć następująco: prędzej lina przejdzie przez ucho igielne, niż bogaty wejdzie do Królestwa Niebieskiego.

Nie do końca śmierć łaciny

Nie do końca śmierć łaciny

Kiedy Kościół katolicki zyskał wpływy w starożytnym Rzymie, łacina stała się oficjalnym językiem rozległego imperium rzymskiego. Narzędziem polityki, sztuki, jak również życia codziennego. Wywarła kolosalny wpływ na całość późniejszego rozwoju kulturalnego Europy. Jak wyglądały późniejsze dzieje tego słynnego języka?

Współcześnie łacina uważana jest za język martwy, chociaż nadal jest używana w wielu określonych kontekstach, takich jak liturgie czy dyscypliny naukowe. Nie ma już jednak żadnych rodzimych jej użytkowników. W kategoriach historycznych łacina nie tyle jednak wymarła, co się przekształciła – we francuski, hiszpański, portugalski, włoski i rumuński. Języki te znane są jako romańskie. Chociaż inne języki również rozwinęły się z łaciny, to właśnie te są najpowszechniejsze.

Wszystkie pięć języków zawiera gramatykę, czasy i specyficzne zawiłości łaciny. Nieprzypadkowo każdy z nich rozwinął się na dawnych terytoriach przede wszystkim zachodniego imperium rzymskiego. Kiedy państwo rzymskie administracyjnie i organizacyjnie uległo rozkładowi, łacina w pewnym sensie stała się jedną z przypadkowych tego ofiar. Wielkie niegdyś, zunifikowane państwo rozpadło się na mniejsze i znacznie gorzej ze sobą skomunikowane regiony. Zabrakło spajającej je centralnej siły, w efekcie narodziły się też nowe języki.

Jednym z powodów, dla których łacina zniknęła z powszechnego użycia, jest to, że jako język jest niezwykle złożona. Klasyczna łacina jest wysoce odmienialna, co oznacza, że prawie każde słowo jest potencjalnie modyfikowane na podstawie czasu, przypadku, aspektu, osoby, liczby czy płci. Bez centralnej władzy promującej i standaryzującej wykorzystanie klasycznej łaciny stopniowo minimalizowała się jej rola w codziennym użytku, ustępując lokalnym narzeczom.

Tak zwana łacina wulgarna, czyli uproszczona wersja języka klasycznego, przetrwała jeszcze przez jakiś czas. Jednak ona również coraz bardziej odchodziła od pierwowzoru w morzu lokalnych dialektów. Pod koniec szóstego wieku ludzie z różnych części dawnego imperium nie mogli się już tak prosto porozumieć. Łacina jako jednoznacznie żywy język zaczęła wtedy dochodzić do kresu swego istnienia.

Z drugiej jednak strony mimo całej tej zawieruchy aż do XVIII wieku była stosowana w Europie jako język dyplomacji, nauki i sztuki. W Polsce była językiem urzędowym aż do momentu rozbiorów. Liturgię Kościoła katolickiego natomiast sprawowano niemal wyłącznie po łacinie aż do drugiego Soboru Watykańskiego w 1962 roku.

Wśród badaczy języka nie ma zgody co do tego, czy łacina jest językiem żywym, martwym czy może wegetującym. Z pewnością nie jest już dla nikogo językiem ojczystym. Nikt nie posługuje się nią na co dzień. Nie podlega zmianom fleksji czy słownictwa, procesom typowym dla języków żywych. Z drugiej strony jej znajomość przecież nie wygasła. Naucza się jej w szkołach i uczelniach na całym świecie.

Tłumacz z łaciny

A jak Państwo zapatrują się na łacinę? Bardziej żywa czy bardziej martwa? Czy tłumacz łaciny jest jeszcze potrzebny?

Jezyk TOK PISIN

Jezyk TOK PISIN

Czy słyszeliście kiedyś o języku tok pisin? Chętnie Wam o nim opowiemy, ponieważ nasze biuro będzie miało przyjemność wykonać tłumaczenie 60 książek właśnie na ten wyjątkowy język, a szefowie From-To już niedługo wybiorą się do Papui-Nowej Gwinei, gdzie usłyszą go na własne uszy!

Tok pisin, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „ptasią rozmowę”, to pidżyn Pacyfiku. Pidżyn to język pomocniczy o uproszczonej morfologii i składni, który powstaje na bazie dwóch lub więcej języków. Tok pisin pojawił się w drugiej połowie XIX wieku na plantacjach trzciny cukrowej. Robotnicy z wysp Pacyfiku, którzy mówili wieloma różnymi językami, a pracowali ramię w ramię na plantacjach w Australii, musieli znaleźć sposób, aby się między sobą porozumieć. W rezultacie opracowali pidżyn oparty na języku angielskim, który zapożyczył też słowa z języka portugalskiego i niemieckiego, a także z różnych innych języków austronezyjskich. Kiedy pracownicy plantacji wrócili do swoich ojczyzn, przynieśli ze sobą nowy pidżyn, który stał się znany jako tok pisin.

jezyk tok pisin

Tok pisin to jeden z trzech oficjalnych języków Papui-Nowej Gwinei, wraz z angielskim i hiri motu. Tok pisin jest używany przez 122 tysiące osób jako pierwszy język i przez 4 miliony ludzi jako drugi język, głównie w północnej części Papui-Nowej Gwinei.

jezyk tok pisin

Język angielski jest tam powszechnie używany w biznesie i chociaż wiele osób uważa, że tok pisin jest gorszy od angielskiego, większość akceptuje go jako oddzielny język, ponieważ jest ważny dla tożsamości narodowej, kultury i historii Papui-Nowej Gwinei. Właśnie dlatego tok pisin jest używany w kościołach, a także w przedszkolach i szkołach zawodowych. Język ten jest również używany w mediach. Na przykład w audycjach Tok Pisin Radio Australia czy w tygodniku „Tok Pisin Wantok”. Wiele publikacji rządowych również jest drukowanych w języku tok pisin.

Dla ciekawskich filmik, z którego możecie nauczyć się kilku podstawowych zwrotów:

Czy język angielski wyjdzie z Unii?

Czy język angielski wyjdzie z Unii?

Przegłosowanie przez obywateli Wielkiej Brytanii decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej ma bardzo poważne konsekwencje. Wiele z nich było oczywistych i to najwidoczniej z myślą o nich właśnie brytyjscy obywateli głosowali na tak – mowa tutaj o sprawach takich jak ograniczenie migracji, czy niezależność fiskalna. Jednak proces Brexitu doprowadził również do całej kaskady mniejszych i większych, często nieprzewidzianych problemów i konieczności zmian. Jedną z nich, której prawdopodobnie nikt nie przewidział, a którą już na pewno nikt się nie przejmował podczas podejmowania decyzji politycznych jest zmiana statusu języków używanych w Europie. Angielski jest oczywiście nadal bardzo intensywnie wykorzystywany, jednak po rozpoczęciu przez Londyn rozwodu z Unią, język ten może utracić częściowo swój punkt oparcia. Kraje europejskie planują bowiem kontynuować dalszą integrację pomimo opuszczenia wspólnoty przez Wielką Brytanię.

 

Jakiś czas temu miała miejsce ciekawa sytuacja, w której to brytyjska premier, Theresa May, odmówiła prowadzenia dalszych negocjacji w sprawie Brexitu, ponieważ te miały odbywać się w języku francuskim. Już sama ta anegdota może przekonująco uświadomić, jak znacząca pod tym kątem będzie brytyjska separacja od Brukseli. Pojawił się już nawet podobno plan zmniejszenia znaczenia języka angielskiego w samej UE.

 

Najczęściej używanym językiem wśród mieszkańców naszego kontynentu jest język niemiecki, z łącznie, ponad 90 milionami użytkowników. Jednak dla 38 procent dorosłych Europejczyków, to właśnie angielski stanowi język, za pomocą którego komunikują się z obcokrajowcami. Modyfikacje języka wynikające z tak powszechnego jego użycia przez ludzi dla których nie jest on językiem ojczystym zawsze były zauważalne, jednak od momentu wycofania się Wielkiej Brytanii, proces ten może przybrać na sile.

 

Pojawiają się głosy, że Zjednoczone Królestwo nie będzie już w stanie narzucić, poprzez swoją nieobecność w rozmowach, odpowiednich form zwrotów, czy poszczególnych słów. Bez uczestnictwa brytyjskich przedstawicieli w oficjalnym życiu politycznym Wspólnoty Europejskiej, istnieją spore szanse, by w ten sposób użytkowany język zmienił się i już niebawem zaczął dbiegać od tego co znamy dzisiaj. Taki scenariusz można uznać za, choć mało prawdopodobny, to możliwy, odkąd standardy tego języka w całej Europie dyktowane będą przez ludzi, dla których nie jest to język ojczysty.

 

Pojawiły się nawet pogłoski o możliwym oficjalnym zrezygnowaniu z angielskiego w roli języka urzędowego Wspólnoty. Irlandia jako swój język oficjalny podaje gaelicki, a Malta język maltański. Wydaje się więc, że bez członkostwa w Wielkiej Brytanii nie ma żadnego innego dużego gracza w UE, w którym angielski pozostawałby językiem oficjalnym.

 

Z drugiej jednak strony, właśnie Irlandia, mimo, że jej oficjalnym językiem jest gaelicki, zdecydowanie popiera dalsze użycie angielskiego w roli języka urzędowego, więc być może upadek języka jest przesadną wizją, która nigdy nie dojdzie do skutku. Spośród populacji w Irlandii, ogromne 93% twierdzi, że to angielski jest ich językiem ojczystym. UE nie nawet była w stanie przetłumaczyć wszystkich dokumentów publicznych na język gaelicki z powodu braku wystarczającej ilości odpowiednio wykwalifikowanych tłumaczy tego języka. Więc nawet jeśli angielski zostałby wykreślony z listy języków urzędowych, powinniśmy założyć, że nadal będzie odgrywał dużą rolę w UE.

 

Ostatecznie wiele krajów poczyniło ogromne inwestycje w naukę i użytkowanie języka angielskiego. Jest to najbardziej popularny język na świecie, język biznesu i dyplomacji. Nie można również nie wspomnieć, że większość urzędników UE mówi po angielsku i prowadzi znaczną część swojej pracy właśnie w języku angielskim.

 

Sama UE jako instytucja zatrudnia ponad 5 000 tłumaczy, z których około połowa pracuje w Dyrekcji Generalnej ds. Tłumaczeń Pisemnych (DGT) w Brukseli i Luksemburgu. W związku z tym, że Wielka Brytania przygotowuje się do wyjścia z Unii, w rzeczywistości powstaje coraz więcej tłumaczeń, ponieważ trzeba przetłumaczyć tysiące aktów prawnych, dokumentów, traktatów, umów, komentarzy i przepisów. Istnieje wiele dokumentów ekonomicznych i prawnych, które wymagają również przetłumaczenia w Wielkiej Brytanii, a społeczność UE będzie ustanawiać nowe zasady działania i współpracy na płaszczyźnie językowej.

 

Czas pokaże, w jaki sposób Brexit wpłynie na tłumaczenia w najbliższej przyszłości.

 

 


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!

Lingwistyka śledcza

Lingwistyka śledcza

Zawirowania po 2010 roku

Na przestrzeni kilku lat od wybuchu arabskiej wiosny w Tunezji pod koniec 2010 roku, tempo wydarzeń na świecie bardzo przyspieszyło. Działo się tak wiele, w tak wielu miejscach i sprawach tak istotnych, że wielu publicystów zaczęło pisać o końcu pewnej epoki i początku nowych porządków na światowej scenie politycznej i społecznej. Libia pogrążyła się w zupełnym chaosie po obaleniu i śmierci dyktatora Mu’ammara Kaddafiego, w Syrii wybuchła wojna domowa, powstało i rozrastało się tzw. Państwo Islamskie, Rosja zaatakowała ukraiński Krym, wokół niemalże całej Europy niebezpiecznie rosło napięcie.

Kryzys imigracyjny

Wszystkie te wydarzenia, jak również wiele wcześniejszych, doprowadziły do tego, że w samym 2015 roku granice Unii Europejskiej, uciekając przed wojną, biedą i prześladowaniami, przekroczyło (z pominięciem standardowych procedur imigracyjnych) ponad milion osiemset tysięcy ludzi. W związku ze skalą tych migracji oraz trudnościami z logistycznym i ekonomicznym zorganizowaniem obsługi i rozlokowania tak ogromnych rzesz ludzi zaczęto coraz głośniej mówić o kryzysie imigracyjnym w Europie.

Prawo w normalnych okolicznościach bardzo jasno rozróżnia status imigranta od uchodźcy czy azylanta. Państwa Unii Europejskiej, które miały być miejscem docelowym dla migrantów, nie były ani chętne, ani organizacyjnie zdolne do przyjmowania wszystkich. Zajęto jasne, choć trudne do zrealizowania stanowisko: przybysze o statusie uchodźcy z krajów objętych wojną czy prześladowaniami mogli dostać prawo pobytu oraz wsparcie wynikające z obowiązującego prawa międzynarodowego. Imigranci natomiast pochodzący z krajów, w których nie toczyły się działania wojenne, mieli wracać do siebie. Pojawia się jednak bardzo duże wyzwanie organizacyjne w przypadku tak ogromnej liczby ludzi.

Wyobrażenie o ustaleniu czyjegoś miejsca pochodzenia jest stosunkowo proste – funkcjonariusz odpowiednich służb prosi daną osobę o jakikolwiek dokument tożsamości, na podstawie którego może zweryfikować wszelkie potrzebne mu informacje. I już, sprawa załatwiona. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Setki tysięcy ludzi czekających pod granicami Unii Europejskiej i w miasteczkach namiotowych już na jej terenie nie posiadało żadnych dokumentów tożsamości.
Co więcej, kiedy rozeszła się wieść, że prawo pobytu w Europie mogą dostać przede wszystkim uciekinierzy z Syrii, na Bałkanach, przez które prowadził główny szlak migracji, rozkwitł na niewyobrażalną skalę biznes podrabiania syryjskich dokumentów. Wszyscy nagle stawali się Syryjczykami. Jak poradzić sobie z takim problemem? Z pomocą przyszli lingwiści.

Rola lingwistyki w kryzysie imigracyjnym

„Istnieje możliwość przeprowadzenia analizy językowej, która ustali pochodzenie danej osoby” – mówi w wywiadzie dla „Forbesa” prof. Karin Zwaan, koordynatorka Centrum Prawa Migracyjnego Uniwersytetu im. Radbouda w holenderskim Nijmegen, która specjalizuje się w tego typu sprawach. „Europejskie prawo azylowe przewiduje jednak, że to tylko jeden element, który powinien być brany pod uwagę w procedurze przyznawania statusu uchodźcy” – zaznacza.

Jednak w sytuacji ogromnej liczby ludzi do zidentyfikowania i braku jakichkolwiek innych obiektywnych wskazówek zdarza się, że analiza językowa to czynnik decydujący.

„Ten rynek rośnie, kiedy na świecie wybuchają konflikty” – przyznaje w rozmowie z dziennikarzem „Forbesa” Roderick Martin, jeden z twórców założonej w 2004 roku szwedzkiej firmy Verified. Obok firmy Sprakab, też wywodzącej się ze Szwecji, jest ona jednym z dwóch najważniejszych graczy zajmujących się analizą językową, która ma na celu określenie pochodzenia osób ubiegających się o status uchodźcy.

Początki

„Wszystko zaczęło się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy władze państw skandynawskich zdecydowały się zlecać podmiotom zewnętrznym prowadzenie analiz tego typu. Początki były skromne. Najpierw tę pracę wykonywali tłumacze. Nie mieli wiedzy, jaką mamy teraz. Dziś wszystko dzieje się już w sferze nauki” – przekonuje Lars Johan Lundberg, dyrektor badań i rozwoju w Verified.

Analiza wymowy, składni, fleksji, charakterystyczne słowa, akcenty, dialekty – to wszystko cenne informacje, z których native speaker i językoznawca mogą wyciągnąć wiele wniosków. Jeśli sprawdzana osoba mówi, że pochodzi z północnej Syrii, to najpierw przechodzi wywiad z native speakerem również pochodzącym, o ile to możliwe, z tego regionu, następnie nagranie wywiadu jest odsłuchiwane ponownie przez tego samego lub innego native speakera, po czym przekazywane do językoznawcy, który prowadzi dalszą analizę. Wyniki są prezentowane na skali – w jakim zakresie wyniki analizy pokrywają się z tym, co badany powiedział na początku.

Łatwo jest o pomyłkę, dynamika przemieszczeń ludności jest ogromna, czasem poszczególne grupy etniczne, nawet bardzo od siebie oddalone geograficznie, zachowują spójność językową, natomiast inne wykształcają swoje dialekty poprzez kontakty z innymi społecznościami i pozostają pod ich wpływem. Zdarza się też, że nie ma po prostu odpowiedniej wiedzy na temat danych grup dialektów oraz zależności między nimi. Dlatego też analitycy językowi zastrzegają, że szczególnie w sytuacjach, w których waży się ludzkie życie, nie powinna to być jedyna droga do ustalenia koniecznych informacji.

Warto przeczytać:

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Znaczące mlaskanie, czyli dlaczego języki mlaskowe stają się ważne cz. I

Język międzysłowiański

 


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Któregoś dnia postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment. Zapytałem dziesięć kolejnych znajomych osób ze swojej listy kontaktów, jak sądzą, co poza tłumaczeniami mogą robić lingwiści. W odpowiedzi mogłem usłyszeć przeróżne pochrząkiwania i tak zwane odgłosy namysłu oraz – od siódmej osoby na liście – wypowiedź: „pewnie coś ciekawego”.

Co może robić lingwista?

W związku z tym uznałem, że warto by przypomnieć możliwości, jakie stwarza szeroko pojęta praca z językiem, czy językami, oraz potencjał takiego zajęcia w wielu różnych branżach. Istnieje szeroki wachlarz interesujących dróg rozwoju zawodowego do wyboru, warto tu wymienić szczególnie te mniej znane, jak: neurolingwistyka, lingwistyka śledcza i kognitywna, cyfrowe rozpoznawanie i przetwarzanie mowy, kryptografia, etnolingwistyka czy współpraca przy prowadzeniu badań genetycznych wśród różnych grup społecznych. To tylko kilka przykładów z ogromnej gamy możliwości, a każdy z nich jest błyskawicznie rozwijającym się obszarem pracy i nauki. O ile jednak istnienie neurolingwistyki i możliwości, jakie daje, są już dość znane szerokiej opinii publicznej ze względu na publikacje w czasopismach popularnonaukowych, o tyle na przykład lingwistyka śledcza to już zupełna egzotyka. Pozwolę więc sobie w dzisiejszym wpisie odrobinę przybliżyć ten ciekawy temat.

Lingwistyka śledcza

Jednym z głównych celów lingwistyki śledczej jest zapewnienie starannej analizy języka. Wyniki takiej analizy mogą być wykorzystywane przez wielu różnych specjalistów. Policjanci mogą wykorzystać dowody dostarczone przez taką analizę nie tylko do skuteczniejszego przesłuchiwania świadków i podejrzanych, ale także do skuteczniejszego tropienia sprawców przestępstw. Prawnicy, sędziowie i przysięgli mogą korzystać z takich analiz, by móc rzetelnie oceniać kwestie winy czy niewinności. Tłumacze i interpretatorzy natomiast mogą korzystać z tych badań, aby komunikować się z większą dokładnością. Szerokie użycie lingwistyki w procesach śledczych niezliczoną już ilość razy posłużyło wymiarowi sprawiedliwości i pomaga poznać prawdę na temat zagadkowych przestępstw.

Początki

Pojęcie lingwistyka kryminalistyczna czy lingwistyka śledcza pierwszy raz pojawiło się w 1968 roku. Wtedy to Jan Svartvik, profesor językoznawstwa, użył go w analizie transkrypcji wypowiedzi Timothy’ego Johna Evansa. Evans został w 1949 roku uznany za winnego podwójnego morderstwa i skazany na karę śmierci. Svartvik wykazał, że części transkrypcji różniły się znacznie pod względem stylu gramatycznego, gdy porównał je z resztą nagranego wywiadu. Na podstawie tych badań i innych faktów sądy orzekły, że Evans został oskarżony i skazany niesłusznie. Niestety, ponieważ Evans został stracony w 1950 roku, jedyne, co można było wtedy dla niego zrobić, to oczyścić jego dobre imię. Prace Svartvika są dziś uważane za jeden z pierwszych poważnych przypadków, w których do praktyki sądowniczej wykorzystano lingwistykę śledczą.

Pierwszy test językowy

Profesor Roger Shuy lubi powtarzać, że początki lingwistyki śledczej można znaleźć w Starym Testamencie. Po bitwie z Efraimitami Galaadczycy byli w stanie zidentyfikować wroga, każąc każdemu pojmanemu wymówić słowo „Shibboleth”. Jeśli wymawiali pierwszą sylabę w dialekcie efraimickim „Sib”, a nie w dialekcie Gilead „Shib” – byli uśmiercani. Czterdziestu dwóm tysiącom Efraimitów nie udało się zdać tego pierwszego testu językowego.

I tą anegdotą dochodzimy do wieku XXI, w którym (kilka lat temu) firmy świadczące usługi językowe, również te śledcze, stały się bardzo pożądanymi partnerami najróżniejszych podmiotów w Europie. O szczegółach dowiedzą się Państwo z kolejnego wpisu na naszym blogu.

Warto przeczytać:

Ways to say YES cz. I
Język międzysłowiański

Tajemnicze pochodzenie słowa okej


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!