Lingwistyka śledcza

Lingwistyka śledcza

Zawirowania po 2010 roku

Na przestrzeni kilku lat od wybuchu arabskiej wiosny w Tunezji pod koniec 2010 roku, tempo wydarzeń na świecie bardzo przyspieszyło. Działo się tak wiele, w tak wielu miejscach i sprawach tak istotnych, że wielu publicystów zaczęło pisać o końcu pewnej epoki i początku nowych porządków na światowej scenie politycznej i społecznej. Libia pogrążyła się w zupełnym chaosie po obaleniu i śmierci dyktatora Mu’ammara Kaddafiego, w Syrii wybuchła wojna domowa, powstało i rozrastało się tzw. Państwo Islamskie, Rosja zaatakowała ukraiński Krym, wokół niemalże całej Europy niebezpiecznie rosło napięcie.

Kryzys imigracyjny

Wszystkie te wydarzenia, jak również wiele wcześniejszych, doprowadziły do tego, że w samym 2015 roku granice Unii Europejskiej, uciekając przed wojną, biedą i prześladowaniami, przekroczyło (z pominięciem standardowych procedur imigracyjnych) ponad milion osiemset tysięcy ludzi. W związku ze skalą tych migracji oraz trudnościami z logistycznym i ekonomicznym zorganizowaniem obsługi i rozlokowania tak ogromnych rzesz ludzi zaczęto coraz głośniej mówić o kryzysie imigracyjnym w Europie.

Prawo w normalnych okolicznościach bardzo jasno rozróżnia status imigranta od uchodźcy czy azylanta. Państwa Unii Europejskiej, które miały być miejscem docelowym dla migrantów, nie były ani chętne, ani organizacyjnie zdolne do przyjmowania wszystkich. Zajęto jasne, choć trudne do zrealizowania stanowisko: przybysze o statusie uchodźcy z krajów objętych wojną czy prześladowaniami mogli dostać prawo pobytu oraz wsparcie wynikające z obowiązującego prawa międzynarodowego. Imigranci natomiast pochodzący z krajów, w których nie toczyły się działania wojenne, mieli wracać do siebie. Pojawia się jednak bardzo duże wyzwanie organizacyjne w przypadku tak ogromnej liczby ludzi.

Wyobrażenie o ustaleniu czyjegoś miejsca pochodzenia jest stosunkowo proste – funkcjonariusz odpowiednich służb prosi daną osobę o jakikolwiek dokument tożsamości, na podstawie którego może zweryfikować wszelkie potrzebne mu informacje. I już, sprawa załatwiona. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Setki tysięcy ludzi czekających pod granicami Unii Europejskiej i w miasteczkach namiotowych już na jej terenie nie posiadało żadnych dokumentów tożsamości.
Co więcej, kiedy rozeszła się wieść, że prawo pobytu w Europie mogą dostać przede wszystkim uciekinierzy z Syrii, na Bałkanach, przez które prowadził główny szlak migracji, rozkwitł na niewyobrażalną skalę biznes podrabiania syryjskich dokumentów. Wszyscy nagle stawali się Syryjczykami. Jak poradzić sobie z takim problemem? Z pomocą przyszli lingwiści.

Rola lingwistyki w kryzysie imigracyjnym

„Istnieje możliwość przeprowadzenia analizy językowej, która ustali pochodzenie danej osoby” – mówi w wywiadzie dla „Forbesa” prof. Karin Zwaan, koordynatorka Centrum Prawa Migracyjnego Uniwersytetu im. Radbouda w holenderskim Nijmegen, która specjalizuje się w tego typu sprawach. „Europejskie prawo azylowe przewiduje jednak, że to tylko jeden element, który powinien być brany pod uwagę w procedurze przyznawania statusu uchodźcy” – zaznacza.

Jednak w sytuacji ogromnej liczby ludzi do zidentyfikowania i braku jakichkolwiek innych obiektywnych wskazówek zdarza się, że analiza językowa to czynnik decydujący.

„Ten rynek rośnie, kiedy na świecie wybuchają konflikty” – przyznaje w rozmowie z dziennikarzem „Forbesa” Roderick Martin, jeden z twórców założonej w 2004 roku szwedzkiej firmy Verified. Obok firmy Sprakab, też wywodzącej się ze Szwecji, jest ona jednym z dwóch najważniejszych graczy zajmujących się analizą językową, która ma na celu określenie pochodzenia osób ubiegających się o status uchodźcy.

Początki

„Wszystko zaczęło się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy władze państw skandynawskich zdecydowały się zlecać podmiotom zewnętrznym prowadzenie analiz tego typu. Początki były skromne. Najpierw tę pracę wykonywali tłumacze. Nie mieli wiedzy, jaką mamy teraz. Dziś wszystko dzieje się już w sferze nauki” – przekonuje Lars Johan Lundberg, dyrektor badań i rozwoju w Verified.

Analiza wymowy, składni, fleksji, charakterystyczne słowa, akcenty, dialekty – to wszystko cenne informacje, z których native speaker i językoznawca mogą wyciągnąć wiele wniosków. Jeśli sprawdzana osoba mówi, że pochodzi z północnej Syrii, to najpierw przechodzi wywiad z native speakerem również pochodzącym, o ile to możliwe, z tego regionu, następnie nagranie wywiadu jest odsłuchiwane ponownie przez tego samego lub innego native speakera, po czym przekazywane do językoznawcy, który prowadzi dalszą analizę. Wyniki są prezentowane na skali – w jakim zakresie wyniki analizy pokrywają się z tym, co badany powiedział na początku.

Łatwo jest o pomyłkę, dynamika przemieszczeń ludności jest ogromna, czasem poszczególne grupy etniczne, nawet bardzo od siebie oddalone geograficznie, zachowują spójność językową, natomiast inne wykształcają swoje dialekty poprzez kontakty z innymi społecznościami i pozostają pod ich wpływem. Zdarza się też, że nie ma po prostu odpowiedniej wiedzy na temat danych grup dialektów oraz zależności między nimi. Dlatego też analitycy językowi zastrzegają, że szczególnie w sytuacjach, w których waży się ludzkie życie, nie powinna to być jedyna droga do ustalenia koniecznych informacji.

Warto przeczytać:

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Znaczące mlaskanie, czyli dlaczego języki mlaskowe stają się ważne cz. I

Język międzysłowiański

 


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Do czego poza tłumaczeniem może się przydać lingwista?

Któregoś dnia postanowiłem przeprowadzić mały eksperyment. Zapytałem dziesięć kolejnych znajomych osób ze swojej listy kontaktów, jak sądzą, co poza tłumaczeniami mogą robić lingwiści. W odpowiedzi mogłem usłyszeć przeróżne pochrząkiwania i tak zwane odgłosy namysłu oraz – od siódmej osoby na liście – wypowiedź: „pewnie coś ciekawego”.

Co może robić lingwista?

W związku z tym uznałem, że warto by przypomnieć możliwości, jakie stwarza szeroko pojęta praca z językiem, czy językami, oraz potencjał takiego zajęcia w wielu różnych branżach. Istnieje szeroki wachlarz interesujących dróg rozwoju zawodowego do wyboru, warto tu wymienić szczególnie te mniej znane, jak: neurolingwistyka, lingwistyka śledcza i kognitywna, cyfrowe rozpoznawanie i przetwarzanie mowy, kryptografia, etnolingwistyka czy współpraca przy prowadzeniu badań genetycznych wśród różnych grup społecznych. To tylko kilka przykładów z ogromnej gamy możliwości, a każdy z nich jest błyskawicznie rozwijającym się obszarem pracy i nauki. O ile jednak istnienie neurolingwistyki i możliwości, jakie daje, są już dość znane szerokiej opinii publicznej ze względu na publikacje w czasopismach popularnonaukowych, o tyle na przykład lingwistyka śledcza to już zupełna egzotyka. Pozwolę więc sobie w dzisiejszym wpisie odrobinę przybliżyć ten ciekawy temat.

Lingwistyka śledcza

Jednym z głównych celów lingwistyki śledczej jest zapewnienie starannej analizy języka. Wyniki takiej analizy mogą być wykorzystywane przez wielu różnych specjalistów. Policjanci mogą wykorzystać dowody dostarczone przez taką analizę nie tylko do skuteczniejszego przesłuchiwania świadków i podejrzanych, ale także do skuteczniejszego tropienia sprawców przestępstw. Prawnicy, sędziowie i przysięgli mogą korzystać z takich analiz, by móc rzetelnie oceniać kwestie winy czy niewinności. Tłumacze i interpretatorzy natomiast mogą korzystać z tych badań, aby komunikować się z większą dokładnością. Szerokie użycie lingwistyki w procesach śledczych niezliczoną już ilość razy posłużyło wymiarowi sprawiedliwości i pomaga poznać prawdę na temat zagadkowych przestępstw.

Początki

Pojęcie lingwistyka kryminalistyczna czy lingwistyka śledcza pierwszy raz pojawiło się w 1968 roku. Wtedy to Jan Svartvik, profesor językoznawstwa, użył go w analizie transkrypcji wypowiedzi Timothy’ego Johna Evansa. Evans został w 1949 roku uznany za winnego podwójnego morderstwa i skazany na karę śmierci. Svartvik wykazał, że części transkrypcji różniły się znacznie pod względem stylu gramatycznego, gdy porównał je z resztą nagranego wywiadu. Na podstawie tych badań i innych faktów sądy orzekły, że Evans został oskarżony i skazany niesłusznie. Niestety, ponieważ Evans został stracony w 1950 roku, jedyne, co można było wtedy dla niego zrobić, to oczyścić jego dobre imię. Prace Svartvika są dziś uważane za jeden z pierwszych poważnych przypadków, w których do praktyki sądowniczej wykorzystano lingwistykę śledczą.

Pierwszy test językowy

Profesor Roger Shuy lubi powtarzać, że początki lingwistyki śledczej można znaleźć w Starym Testamencie. Po bitwie z Efraimitami Galaadczycy byli w stanie zidentyfikować wroga, każąc każdemu pojmanemu wymówić słowo „Shibboleth”. Jeśli wymawiali pierwszą sylabę w dialekcie efraimickim „Sib”, a nie w dialekcie Gilead „Shib” – byli uśmiercani. Czterdziestu dwóm tysiącom Efraimitów nie udało się zdać tego pierwszego testu językowego.

I tą anegdotą dochodzimy do wieku XXI, w którym (kilka lat temu) firmy świadczące usługi językowe, również te śledcze, stały się bardzo pożądanymi partnerami najróżniejszych podmiotów w Europie. O szczegółach dowiedzą się Państwo z kolejnego wpisu na naszym blogu.

Warto przeczytać:

Ways to say YES cz. I
Język międzysłowiański

Tajemnicze pochodzenie słowa okej


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!

Znaczące mlaskanie, czyli dlaczego języki mlaskowe stają się ważne cz. I

Znaczące mlaskanie, czyli dlaczego języki mlaskowe stają się ważne cz. I

Języki afrykańskie

Słyszeliście może o języku hausa? Albo o języku xhosa lub całej grupie języków mlaskowych? To niemalże nieznane mieszkańcom Europy czy Azji języki afrykańskie, które są używane przez dziesiątki milionów ludzi w całej Afryce Subsaharyjskiej. Język hausa to język ojczysty ludu Hausa, zamieszkującego głównie Niger i północną Nigerię. Jest jednak używany jako język handlowy na terenach od Morza Czerwonego po Wybrzeże Kości Słoniowej. Xhosa z kolei to czołowy przedstawiciel rodziny języków bantu, do których zaliczają się również bardziej znane suahili czy zulu, używany głównie w RPA i Lesotho.

Można by powiedzieć, że z pragmatycznego punktu widzenia jest to tylko mało istotna lingwistyczna ciekawostka. Gdy jednak przyjrzymy się temu tematowi bliżej, okaże się, że pojawia się bardzo duże „ale”.

Rozwój rynku Afrykańskiego

Owo „ale” to robiące na światowej opinii publicznej coraz większe wrażenie zmiany, ich tempo oraz skala. Wrażenie to jest wywoływane między innymi przez liczby: Afryka Subsaharyjska to rynek zbytu liczący prawie miliard ludzi, najszybciej rosnąca klasa średnia na świecie. Tereny te to oczko w głowie chińskich, indyjskich, a ostatnio również japońskich inwestorów. Sześć krajów afrykańskich jest na liście 10 najszybciej rozwijających się gospodarek świata, rynek modowy osiąga w tym roku wartość 31 miliardów dolarów, rynek technologii mobilnych ma osiągnąć do 2020 roku wartość 142 miliardów dolarów. Pojawił się również boom na usługi fintech, błyskawicznie rozwija się rynek najnowocześniejszych rozwiązań energetycznych – branże o dwucyfrowych wzrostach w tym regionie można wymieniać bez końca.

Początki inwestycji na rynku Afrykańskim

Tym, co z początku zwróciło uwagę światowej finansjery, było narastające, gigantyczne zaangażowanie inwestorów z Chin. Mowa zarówno o tych prywatnych, jak i o wielkich państwowych konglomeratach, które w ciągu ostatniej dekady radykalnie odmieniły krajobraz wielu afrykańskich miast.

Z czasem jednak, widząc dochodowe perspektywy, o wpływy w Afryce zaczęli zabiegać niemal wszyscy najwięksi gracze światowej ekonomii.

A co Polska ma z tym wspólnego? O tym dowiecie się w drugiej części tego wpisu. Śledźcie nasz blog, aby być na bieżąco.

 

Warto przeczytać:

Znaczące mlaskanie, czyli dlaczego języki mlaskowe stają się ważne cz. II

Język międzysłowiański

Tajemnicze pochodzenie słowa okej


Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!

11 rzeczy, które musisz wiedzieć o tłumaczeniach

11 rzeczy, które musisz wiedzieć o tłumaczeniach

Jako tłumacze dobrze wiemy czym charakteryzuje się tłumaczenie i jakie są jego rodzaje. Bardzo często jednak zleceniodawcy nieobeznani z naszą branżą mylą pracę tłumacza z innymi działaniami powiązanymi z tekstem. Nie znają też specyfiki zawodu oraz procesów, które prowadzą do ostatecznego wyniku. Jak więc sprecyzować zlecenie, by otrzymać dokładnie to na czym nam zależy? Ile to musi kosztować i dlaczego tak drogo? A może tylko tak się wydaje? Poniżej przedstawiamy jedenaście podstawowych założeń, które należy mieć na uwadze stawiając pierwsze kroki we współpracy z tłumaczami.

1. Tłumaczenia nie są już małym, niszowym rynkiem

tłumaczenieW 2012 roku międzynarodowy rynek usług związanych z językami obcymi osiągnął wartość ponad 33 bilionów dolarów, z czego największa część to przekłady pisemne wraz z tłumaczeniem stron internetowych i lokalizacją oprogramowania.
Przeważająca ilość tych zadań jest realizowana przez niewielkie biura. Na całym świecie istnieje imponująca ich liczba- około 26 tysięcy. Firmy te koordynują projekty w wielu językach naraz, często poprzez pliki w różnych formatach, różnorodne procesy i narzędzia. Na całym świecie mieszkają setki tysięcy profesjonalnych tłumaczy pisemnych i ustnych. Niektórzy mają stałych klientów, większość jednak to freelancerzy pracujący dla biur.

 

 

2. Zapotrzebowanie na tłumaczenia nie mija

Amerykańskie Biuro Statystyki Pracy szacuje, że do 2020 roku tylko w USA będzie zapotrzebowanie na 83 tysiące tłumaczy. Ich rynek pracy między 2010 a 2020 rokiem ma powiększyć się o 42%, co znacząco przewyższa wzrost zatrudnienia wśród innych zawodów. Globalnie, roczny wzrost rynku tłumaczeń wynosi 12,17%.

3. Tłumaczenie na jeden dialekt danego języka nie wystarczy

Jeden dialekt to za mało. N całym świecie istnieje na przykład 26 odmian hiszpańskiego. Jedna wersja tekstu dla wszystkich hiszpańskojęzycznych krajów nie jest najlepszym pomysłem. Być może zostanie zrozumiana, jednakże wersje w regionalnych dialektach, przesycone lokalnym slangiem i wpływami kulturowymi pozyskają większe grono odbiorców. Dla biznesu lepiej więc jest zwracać się do potencjalnych klientów w najlepiej znanym im języku.

4. Nie, tłumaczenia nie są drogie

To prawda, pomysł, by płacić profesjonaliście z zewnątrz, by wykonał świetną robotę jako tłumacz może wydać się nonsensowny dla tych, którzy uważają, że mogą uzyskać tak samo dobre rezultaty zatrudniając amatora, która po prostu zna dwa języki.
Niemniej, rozważcie proszę jak poważne mogą być konsekwencje nieprofesjonalnego tłumaczenia, np. tekstu na Wasz firmowy blog. Niedoświadczony tłumacz może zrobić niezliczoną ilość błędów, ponieważ nie wystarczy po prostu znać język obcy. Liczy się jeszcze obeznanie z wieloma innymi czynnikami wpływającymi na jakość tłumaczenia. W rezultacie firmy chcąc zaoszczędzić, płacą za błędy, a potem dodatkowo za ich naprawienie. Chyba lepiej więc od razu zlecić zadanie profesjonaliście, który da gwarancję perfekcyjnie wykonanego zadania.

5. Tłumaczenie to nie jest wymiana jednych słów na inne

Gdyby na tym polegało tłumaczenie, komputerowe translatory w zupełności by nam wystarczyły. Jednak przekład to struktury zdań, ciągi zdarzeń, idee, opowieści, obrazy, kultura. Teoretycy przekładoznawstwa powtarzają, że tłumaczenie nigdy nie jest skończone Po dziesiątym sprawdzeniu może wydawać się perfekcyjne, jednak za jedenastym razem i tak zmienisz jakiś szczegół. Co więcej, żadne tłumaczenie nigdy nie będzie takie samo, gdy przetłumaczy je inna osoba. Oddaj tekst dwudziestu świetnym tłumaczom, a uzyskasz dwadzieścia rewelacyjnych, ale różniących się od siebie wersji.

6. Precyzyjne tłumaczenie nie może być darmowe

W sieci panuje spore zamieszanie dotyczące darmowych translatorów online. Oczywiście są one bardzo przydatne, na przykład, gdy trzeba szybko zrozumieć ogólne przesłanie tekstu takiego jak wpis na blogu, recenzja produktu, czy e-maila. Jednakże tłumaczenie maszynowe jest dopuszczalne jedynie, gdy w grę wchodzi zrozumienie tekstu generowanego przez użytkowników, na przykład w serwisach typu Booking.com. Niestety, technologia komputerowa nie jest jeszcze tak zaawansowana, by dokładnie przełożyć istotne, bardziej zróżnicowane treści. Powodem są algorytmy, na których opiera się działanie automatycznych translatorów. Nie zastąpią one pracy człowieka, który zrozumie kontekst tekstu, subtelne niuanse i regionalne słownictwo. Pamiętajmy, że tłumaczenie nie jest zamianą jednego słowa na drugie.
Specjaliści twierdzą, że komputerowe narzędzie do tłumaczenia nigdy nie będzie w stanie zastąpić człowieka, ponieważ nie rozumie ono istoty języka, jego subtelności oraz nieustannych zmian, które na co dzień zachodzą we wszystkich językach świata. Darmowe translatory nigdy nie oddadzą złożoności tekstów literackich czy specjalistycznych.

7. Tłumaczenie tekstów nie jest proste

Praca nad przekładem może być naprawdę złożona, drobiazgowa i wyczerpująca. Trzeba skupić się jednocześnie na dwóch tekstach, nieustannie zmieniając schemat myślenia językowego. Tłumacz musi najpierw przeczytać i dogłębnie pojąć informacje źródłowe, by później „przetrawić je” i z wielką dokładnością oddać sens w drugim języku. To wymaga posługiwania się niezwykle bogatym słownictwem i rejestrowania subtelności językowych takich jak metafory, frazowanie wypowiedzi, jej ton i intencja. Doświadczenie i czas poświęcony rozwijaniu swoich umiejętności są niezbędne do wykonywania dobrych przekładów.

8. Tłumaczenie wykonane przez duże biuro nie zawsze jest lepsze

Niektórzy sądzą, że zlecając tłumaczenie dużej firmie otrzymają efekt najlepszej jakości, ponieważ zatrudnia ona tysiące tłumaczy i obsługuje setki języków.
Jednakże nie zawsze jest to prawdą. Jeśli potrzebujesz przekładu tylko na jeden język lub w specjalistycznej dziedzinie, często lepiej poszukać mniejszego biura. Duże agencje skupiają się najczęściej na obsłudze znaczących klientów biznesowych, którzy zlecają bardzo obszerne projekty, jest to dla nich bowiem najbardziej opłacalne. Warto więc czasem rozważyć powierzenie zadania mniejszemu biuru, który potraktuje zlecenie priorytetowo.

9. Tekst przetłumaczony przez jedno biuro, a sprawdzony przez inne, nie zawsze jest dobrym testem jakości

Niektórzy myślą, że wykazują się rozwagą zlecając tłumaczenie jednej agencji, a potem jego sprawdzenie innej. Nie jest to jednak tak dobry pomysł jak mogłoby się wydawać. Dlaczego?
Po pierwsze, to drugie biuro skupia się z całą mocą na odnalezieniu błędów. Czasem nawet tam, gdzie one niekoniecznie występują (pamiętajmy, że każdy tłumacz przełoży tekst inaczej, nie znaczy to jednak, że inna wersja jest zawsze błędna, często jest to kwestia po prostu wyboru alternatywnego słowa lub struktury). Wszystko po to, by wydać się bardziej kompetentnymi i osiągnąć lepszy zysk (poprawienie złego tłumaczenia jest płatne więcej niż samo sprawdzenie tekstu).
Po drugie, klient jest zmuszony poświęcić dużo więcej czasu nadzorując zlecenie i pośrednicząc między dwoma biurami usiłując uzyskać obiektywny rezultat. W grę wchodzą niestety ambicje tłumaczy, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że to ich praca jest lepsza. Zamiast współpracować, specjaliści konkurują ze sobą, a to zawsze odbija się na jakości tłumaczenia i czasie realizacji.

10. Przekład nie będzie lepszy po sprawdzeniu jakości, ale po udoskonaleniu jakości

Kontynuując myśl – pracując nad jakością przekładu należy skupić się nie na wynajdywaniu błędów, ale na jak najlepszym przełożeniu tekstu od samego początku. Zasada jest porównywalna z innymi dziedzinami – każdy woli kupić od razu świetnie działającą drukarkę, niż w domu odkryć kilkanaście błędów fabrycznych, prawda?
Jest wiele sposobów, by ulepszać tłumaczenie jeszcze podczas pracy nad nim. Najskuteczniejsze jest zatrudnienie tłumaczy i korektorów posiadających niezbędne narzędzia, które pozwolą im jak najlepiej zrozumieć kontekst i podkreślić najważniejsze cele, które charakteryzują tekst. Zespoły tłumaczy posiadających wiedzę, doświadczenie oraz cały arsenał profesjonalnych słowników, programów, baz kontekstowych i innych materiałów, które służą nieocenioną pomocą przy doskonaleniu przekładu, wykonają pracę o wiele efektywniej niż tłumacz bez wspomnianego zaplecza.

11. Tłumaczenie nie będzie dobre jeśli materiał źródłowy zawiera błędy

Spory procent błędów w tłumaczeniach wynika z faktu, że tekst źródłowy jest słabo napisany lub niejasny. To jak z pracą malarza – jeśli ściana ma zadrapania i pęknięcia, może on tylko próbować zakryć wady warstwami farby, ale rezultat będzie daleki od perfekcji.
Jeśli zdanie może być zrozumiane na kilka różnych sposobów, tłumacz musi odgadnąć, co miał na myśli autor pierwowzoru. Zazwyczaj tłumacze nie mogą skonsultować się z autorami, by uściślić wątpliwości, polegają więc na własnej intuicji i doświadczeniu, ale to oczywiście może prowadzić do błędów, które jednak nie zawsze są winą tłumacza.

Zapraszamy do BEZPŁATNEJ WYCENY!

Na podstawie: 11 things that translation is not/ business2community.com

Tłumaczenia stron internetowych oraz tłumaczenia medyczne i prawnicze!

Zapraszamy do kontaktu poprzez formularz!