Gościni u redaktorki do słuchaczek i słuchaczy

Wyzłośliwiałem się tu ostatnio z powodu zjawiska feminizacji języka, ujawniając zapewne swą nietolerancyjną, konserwatywną postawę. Żeby wyłączyć ulubione radio z powodu irytacji na używanie w nim słowa gościni – to trzeba być doprawdy męską szowinistyczną świnią – zakrzyknęła być może niejedna wojująca feministka…

, Gościni u redaktorki do słuchaczek i słuchaczy, Biuro Tłumaczeń From-To

Tymczasem w szybkim tempie przybywa słów, którym waleczne panie oraz sprzyjający im panowie za wszelką cenę próbują nadać formy żeńskie. Mnie ten pośpiech, ten rewolucyjny zapał w przekształcaniu języka na nową modłę przeraża, uważam, że to jest szkodliwe, że niepotrzebnie komplikuje, a w rezultacie psuje język. Niestety wśród językoznawców są tacy, którym to zjawisko nie wadzi. Prof. Mirosław Bańko z Uniwersytetu Warszawskiego już w 2011 roku pytany o słowo gościni pisał rzeczowo:„Z utworzeniem formy żeńskiej od gość jest kłopot. Forma gościni nawiązuje swoją odmianą do stosunkowo nielicznej w polszczyźnie grupy rzeczowników żeńskich o zakończeniu -i, np. gospodyni, ksieni, pani. W zestawieniu gospodyni i gościni to drugie słowo brzmi nawet dość zgrabnie, ale tak czy owak będzie budzić opory jak każdy wyraz nowy, na pozór niepotrzebny. Napisałem na pozór, gdyż rozpowszechnione jest przekonanie, że feministyczny program przebudowy języka jest jakąś fanaberią, że nie można go traktować poważnie. Jestem w tej kwestii odmiennego zdania, uważam, że należy zmieniać polszczyznę w takim zakresie, w jakim jest to możliwe, aby powiększać w niej obszary charakteryzujące się symetrią płci”. Dalej jednak prof. Bańko niechcący z lekka kpi z tego, co przed chwilą sam był napisał: „Nie spodziewajmy się, że gościni szybko zagości w relacjach z wizyt polityków (polityczek?), premierów (premierek?) i prezydentów (prezydentek?). Jeżeli jednak zaczniemy upowszechniać tego rodzaju słowa w języku potocznym – co już się dzieje – to otworzymy im drogę do stylu oficjalnego”.

Symetria płci… Uwielbiam to pojęcie. Przecież jesteśmy tacy identyczni, powinniśmy mieć wszystko jednakowe, prawda? Niebawem zaczną się na ulicach protesty, bo dlaczego człowiek, Bóg, wszechświat to rzeczowniki rodzaju męskiego?? Skandal! Trzeba to czym prędzej zmienić. A przynajmniej dorobić do nich wersje symetryczne. Na początek chyba człowiekini… Owszem, to jest fanaberia, ośmielam się z profesorem nie zgodzić.

Oczywiście nie mam nic przeciwko ewolucji języka. To proces normalny i naturalny, ale nic na siłę – w imię jakiejkolwiek mody czy ideologii! Jako człek wiekowy pamiętam czasy komunizmu, krajów „demokracji ludowej”, znam też z grubsza historię Stalina, którego wyznawcy zwali m.in. Wielkim Językoznawcą, bo wraz z doskonałym ustrojem próbował stworzyć nowego, radzieckiego człowieka, a równocześnie wspomóc ten szaleńczy plan wymyśleniem odpowiedniej nomenklatury, precyzyjnie odzwierciedlającej ustrój sprawiedliwości społecznej i wiecznej szczęśliwości. Powstały więc zalążki takiego języka, później słusznie wyśmiewane i nazywane nowomową. Jak dziś już dobrze wiadomo, nic sensownego z tych szatańskich sztuczek nie wyszło – bo wyjść nie mogło. Wniosek z tej historii wyciągam może banalny, ale jestem przekonany, że słuszny: ewolucja języka – tak, rewolucja – nie!

Przejdźmy od ogółu do szczegółu.

Niech mi wolno będzie nazwać wspomniane na początku radio po imieniu: chodzi o Radio Nowy Świat, radio znakomite – z Wojciechem Mannem, Janem Chojnackim, Marcinem Kydryńskim, Michałem Nogasiem i wieloma innymi znakomitymi dziennikarzami. Powstało w lipcu tego roku i jest naprawdę rewelacyjne, a przede wszystkim nie ma w nim reklam ani politycznej propagandy, której pełno w tzw. mediach publicznych. To ogromne zalety, niespotykane w eterze. Może jeszcze kiedyś podyskutujemy o tej wspaniałej nowej instytucji, ale  na razie skupmy się na sprawach języka.

Zauważyłem otóż, że zwłaszcza młodsi redaktorzy RNŚ należą do owego „postępowego” nurtu, z którego tu sobie dworuję. Nie jest mi wszystko jedno, jakim językiem posługują się dziennikarze mojej ulubionej rozgłośni, napisałem więc na Facebooku petycję do red. Jana Niebudka: „Panie Janie, niechże się Pan pozbędzie tej strasznej maniery. Gdy Pan mówi o słuchaczach, to w tym słowie ZAWIERAJĄ SIĘ TEŻ SŁUCHACZKI! Nie trzeba mówić za każdym razem słuchaczki i słuchacze. Proszę nas nie dzielić pod względem płci! Po co? Jesteśmy i słuchamy RNŚ razem, niezależnie od płci, wieku, rasy, narodowości itd. Podkreślanie i wyodrębnianie płci słuchaczy w co drugim zdaniu jest chore. To efekt jakiejś nadgorliwości, jakiejś pseudopoprawności. Nie chcę tu dociekać, skąd się to wzięło (domyślam się, ale nie powiem), w każdym razie naprawdę jest idiotyczne! Mówienie non stop o słuchaczkach i słuchaczach, aktorkach i aktorach, polityczkach i politykach już nawet nie jest śmieszne, jest wk…jące. Zapewniam: słowo SŁUCHACZE obejmuje też słuchaczki, a nawet osoby o płci nieokreślonej… (Na marginesie warto dodać i ten aspekt: jako człek bardzo nowoczesny, zapewne Pan kojarzy i rozumie istnienie trzeciej płci i kolejnych itp., mimo to Pan ich nie wymienia, uwzględniając tylko słuchaczy i słuchaczki… I jak tamte osoby się czują – tak przez Pana zlekceważone i pominięte? Hę? Na wszelki wypadek proszę więc mówić o słuchaczach en bloc, w ten prosty sposób uniknie Pan również tego przykrego, a może i niebezpiecznego kłopotu)”.

Udostępnij post